🇵🇱->🇬🇧 Go to english version of this post / Przejdź do angielskiej wersji tego wpisu

Spis treści:

Wstęp - Oda do Wykopu

Ten kto nie wychował się pod kamieniem ten wie jaki jest Wykop. Czytanie komentarzy, a już udzielanie się tam wymaga naprawdę silnej psychiki i niezachwianego poczucia własnej wartości. Jednakże muszę przyznać, że subskrybuję główną Wykopu, żeby wiedzieć co w trawie piszczy i lubię zaglądać do tego kanału na moim czytniku RSS, bo zawsze trafię tam na coś ciekawe. Tak też stało się pewnego niedzielnego popołudnia. Natrawiłem na to oto znalezisko Powstaje nowy europejski pakiet biurowy typu open source. Brzmi ciekawe szkoda tylko, że niewiele się tu zgadza.

Czym jest Office.EU i co oferuje?

Temat wywołał spory szum, ponieważ Office.EU pozycjonuje się jako w 100% europejska alternatywa dla usług takich gigantów jak Microsoft czy Google. Głównym motorem napędowym marketingu tej usługi jest obietnica pełnej cyfrowej suwerenności. Chodzi o uniezależnienie europejskich firm i obywateli od amerykańskich korporacji oraz tamtejszego prawa (np. Cloud Act, które teoretycznie pozwala służbom USA na wgląd w dane przechowywane przez amerykańskie firmy, nawet jeśli fizycznie znajdują się one w Europie). Brzmi to jak remedium na bolączki współczesnego Internetu, ale warto przyjrzeć się temu bliżej.

Kto za tym stoi?

Zacznijmy od podstaw, czyli samej firmy. Operatorem usługi jest holenderska spółka EUfforic Europe BV (numer w rejestrze handlowym: 98746243). Na czele projektu, jako CEO, stoi Maarten Roelfs, którego profil na LinkedIn można znaleźć bez problemu. Typowy facet, który z zawodu jest prezesem. Sprawdzamy dalej i tu pojawia się pierwszy zgrzyt - oficjalnym adresem spółki jest Dr. Kuyperstraat 10-A w Hadze. Szybki rzut oka w sieć i wiemy, że to po prostu przestrzeń coworkingowa i biuro wirtualne. Choć to popularna praktyka, w przypadku szumnie zapowiadanej “alternatywy dla Google’a” brak własnego, fizycznego zaplecza sprawia, że coś tu zaczyna lekko śmierdzieć.

Dokładna definicja produktu (To nie jest LibreOffice!)

Wiele osób w sieci błędnie porównuje Office.EU do LibreOffice. Z jednej strony szukanie korelacji jest trafione, bo LibreOffice jest europejskim narzędziem, mimo swojej zawiłej historii. Warto tu przypomnieć, że pierwowzór tego programu – OpenOffice – został swego czasu przejęty przez amerykańską korporację Oracle. W obawie przed dyktatem z USA, społeczność programistów stworzyła odłam (tzw. fork) i powołała niezależną fundację The Document Foundation w Niemczech. Tak powstał bezpieczny i darmowy LibreOffice.

Poza tym aspektem porównanie jest jednak chybione, ponieważ mówimy o zupełnie innych kategoriach produktów. LibreOffice to pakiet biurowy instalowany lokalnie, składający się z edytora tekstu, arkusza kalkulacyjnego, narzędzia do tworzenia prezentacji i kilku innych komponentów. To darmowy i otwartoźródłowy odpowiednik Microsoft Office. Office.EU to zupełnie inna bajka, bo jest to cały ekosystem chmurowy (SaaS). W jego skład wchodzi współdzielony kalendarz, wirtualny dysk, poczta e-mail, komunikator oraz zintegrowane edytory dokumentów online. Stąd prawidłowym porównaniem będą tutaj Microsoft 365 i Google Workspace.

Przepakowanie gotowych narzędzi open-source

I tutaj dochodzimy do najważniejszego punktu, który ostatecznie demaskuje rewolucję Office.EU. Firma nie stworzyła żadnego innowacyjnego, autorskiego kodu. Platforma to po prostu popularny i darmowy Nextcloud Hub w przebraniu. Nie powinno to być zaskoczenie, bo da się znaleźć o tym wzmiankę na oficjalnej stronie projektu.

Twórcy skonfigurowali gotowe narzędzia open-source (Nextcloud do zarządzania dyskiem i usługami + OnlyOffice/Collabora do edycji dokumentów), nałożyli na to swoje logo i sprzedają jako własny produkt. Dane fizycznie trzymają u zewnętrznych dostawców – oni sami oficjalnie deklarują korzystanie z infrastruktury niemieckiej firmy Hetzner. Wciskają ludziom jako płatną usługę coś, co każda średnio ogarnięta osoba może postawić sobie za darmo na własnym domowym sprzęcie lub tanim serwerze VPS, zyskując dzięki temu 100% władzy nad swoimi plikami, bez pośrednictwa kolejnego, wirtualnego podmiotu o wątpliwej wiarygodności.

Czy to może jednak słuszna inicjatywa?

Trzeba oddać im jedno: inicjatywa ma częściowo słuszne fundamenty. Walka o cyfrową suwerenność i budowanie alternatyw dla molochów zza oceanu to dobry i potrzebny kierunek dla Europy.

Jednakże osobiście uważam, że w tym konkretnym wydaniu projekt to zwykły skok na kasę, i to zrealizowany po linii najmniejszego oporu. Wzięli gotowe, darmowe narzędzia stworzone przez pasjonatów, opakowali w inną szatę graficzną, wykupili miejsce na serwerze i sprzedają naiwnym pod płaszczykiem “wielkiego, sprawdzonego, europejskiego produktu”, który rzekomo dba o naszą prywatność. Mamy tu do czynienia z klasycznym parweniuszem (czyli dorobkiewiczem, osobą bez realnego dorobku i klasy, która szybko chce zyskać pozycję), żerującym na owocach ciężkiej, nieodpłatnej pracy innych programistów z ruchu open-source.

Co zamiast Office.EU? Sprawdzone europejskie alternatywy

W moim przypadku wygląda to tak:

  • lokalnie jako pakiet biurowy wykorzystuję oczywiście LibreOffice,

  • natomiast jako rozwiązanie analogiczne do Office.EU mam swoją własną instancję Nextcloud, którą w dodatku udostępniam rodzinie.

Normalnie zamknęłoby to dla mnie temat, ale poczułem się w obowiązku sprawdzić, czy faktycznie nie istnieje żadne europejskie rozwiązanie oferujące to, co Office.EU. I wiecie co? Okazuje się, że już szybki przegląd Internetu ujawnił, że bez problemu można znaleźć trzy (i pewnie nawet więcej) alternatywy.

Zamiast ufać startupom zarejestrowanym w wirtualnych biurach, znacznie lepiej (i bezpieczniej) postawić na sprawdzone europejskie firmy, które od lat budują własną infrastrukturę i reputację:

  • Infomaniak kDrive – Szwajcarski lider posiadający własne, ekologiczne centra danych. Potężna i stabilna usługa z dyskiem, mailem i dokumentami.

  • Mailbox.org – Ceniony niemiecki dostawca. Zapewniają legendarnie bezpieczną pocztę oraz chmurowy pakiet biurowy (oparty na Open-Xchange).

  • Proton Drive – Szwajcarska firma (twórcy ProtonMail), która oferuje usługi z pełnym szyfrowaniem end-to-end (E2EE).